Nie czuję odrzucenia – świadectwo

Po złym doświadczeniu miałam problem z przystępowaniem do sakramentu pojednania, chociaż wcześniej traktowałam go bardzo przedmiotowo, czyli przed świętami spowiedź obowiązkowa. No bo kto to widział nie pójść do komunii, kiedy wszyscy idą? Trafiłam na księdza, który potraktował mnie dość ostro. Wtedy uznałam, że to nie ma sensu. 

Kiedyś w mojej szkole odbywały się obowiązkowe trzydniowe rekolekcje wielkopostne w kościele. W drugim dniu była spowiedź. Pełna lęku i mając w pamięci ostatnie doświadczenie, stwierdziłam: „idę, co on może, najwyżej mnie opieprzy albo nie da rozgrzeszenia”. Wymieniłam standardowe grzechy, jak zawsze, oraz że do kościoła nie chodzę, że na ostatniej spowiedzi ksiądz był taki zły i że to wszystko jest bez sensu. Z kościoła to lubię tylko Gorzkie Żale. W tym momencie usłyszałam: „Nie musisz chodzić do kościoła, nie musisz od siebie tego wszystkiego wymagać. Nie wierzysz – nie musisz wierzyć”. „Jak to nie muszę skoro tak zostałam wychowana?”. „Nic nie musisz. Lubisz Gorzkie Żale, to śpiewaj je sobie w domu, w pokoju. Zacznij powoli, małymi kroczkami, nie musisz od razu wszystkiego na raz”. Nie wiedziałam, co mam myśleć. Cały pogląd na temat Kościoła runął podczas jednej spowiedzi, która po raz pierwszy nie była suchą regułką. 

Czy po tym doświadczeniu sakrament pojednania jest łatwą sprawą? Wciąż nie. Podczas kolejnych spowiedzi postanowiłam zacząć się przygotowywać, niekiedy szłam z kartką, bo było mi łatwiej przeczytać niż powiedzieć. Jednak z czasem prawdziwe otworzenie się sprawiło, że nauczyłam się rozmawiać o swoich słabościach, pomogło mi też pracować nad wiarą i relacją z Bogiem, bo nie był to już tylko zwykły rytuał, ale rozmowa z przyjacielem: „w tym znów poległam i sobie nie radzę”. Nie czuję odrzucenia, tylko przebaczenie i ogromną ulgę, jakby spadło ze mnie kilka ton ciężaru.

Iza

Zobacz również
Twoje powołanie – zapowiedź numeru 1/2020
Jestem potrzebna