Jestem potrzebna

To odpowiedź Barbary Szczygieł, katechetki jednego z rzeszowskich liceów, na pytanie o potrzebę katechezy młodzieży, a jednocześnie jej świadectwo. (pełny tekst w wydaniu papierowym wrześniowego wydania Posłańca – zamów pisząc na poslaniec@poslaniec.com)

Początki mojej pracy katechetycznej. Uczyłam w pienińskich wioskach. Katecheza odbywała się jeszcze przy parafiach, a tam, gdzie nie było kościoła – w domu prywatnym. Pamiętam, że był środek zimy. Autobus, którym dojeżdżałam, utknął na jednej z górek. Dalej nie pojedzie, zbyt ślisko, niebezpiecznie. Do wioski jakieś siedem kilometrów. Zabieram torbę i idę. Po drodze sprawdzam ważne pomoce katechety pracującego w górach: starą szmatę i zapałki (na wilki). Choć dopiero popołudnie, już ciemno – jak to w zimie. Przechodzę przez jedną z wiosek. Wygląda na to, że śnieżyca zerwała linie energetyczne, w oknach domów świeczki. Zaczyna prószyć śnieg, wieje lodowaty wiatr. Idę dalej i myślę: „Ale ty jesteś głupia, kto ci przyprowadzi dzieci na taka pogodę? Dobra, jakoś dojdę, gospodyni da mi ciepłą herbatę, a potem pójdę z powrotem”. W oknie domu, do którego idę, pali się świeczka. Wchodzę do izby, a tam ciasno od
ludzi. Wszystkie 34 zapisanych dzieci z rodzicami!

Zobacz również
Twoje powołanie – zapowiedź numeru 1/2020
Młodzi o katechezie
Nie czuję odrzucenia – świadectwo