Nieidealne życie, którym mogę służyć Jezusowi

Wyszłam za mąż w bardzo młodym wieku. Córki urodziłam w trakcie studiów i z lęku przed kolejnymi ciążami zdecydowaliśmy z mężem, by zastosować antykoncepcję – już nie doraźną, lecz hormonalną, wewnętrzną, na okres pięciu lat.

Wychowałam się w katolickiej, wierzącej rodzinie. Wiedziałam, że żyję w grzechu, jednak nie wyobrażałam sobie, że mogę żyć bez przyjmowania Eucharystii. Spowiadałam się regularnie i stale sama przed sobą się usprawiedliwiałam, twierdząc, że we współczesnym świecie wszyscy tak postępują, że w tej jednej kwestii Kościół się myli… Po sześciu latach życia w taki sposób: przyjmowania Ciała Chrystusa, trwając w grzechu ciężkim – zaczęłam odczuwać coraz większy niepokój, smutek, a nawet doświadczałam wewnętrznej ciemności, w którą coraz bardziej się zapadałam.
W moim sercu rozgrywała się prawdziwa batalia. Za każdym wyrzutem sumienia, ruszała lawina usprawiedliwień, wówczas tylko na chwilę wracał spokój, by za moment przyszły jeszcze większe zmagania. Stan napięcia, w jakim żyłam, stał się nie do wytrzymania. Podejrzewałam już nawet, że dopadła mnie jakaś choroba psychiczna. Zimą 2009 roku dowiedzieliśmy się o nieuleczalnej chorobie oczu męża, według lekarzy miał stracić wzrok w ciągu 12 miesięcy.
Byliśmy załamani. Właśnie planowaliśmy wziąć kredyt, by wybudować wymarzony dom i wspólnie patrzeć, jak rosną i pięknieją nasze córeczki. Wtedy dużo płakałam: do poduszki, sprzątając… ukradkiem, by nikt nie widział, by być silną dla innych. Wtedy też chwyciłam za rękaw Pana Boga i powiedziałam, że nie puszczę Go dopóty, dopóki nie pokaże mi wyjścia z tej beznadziejnej sytuacji. Wiedziałam, że jest Wszechmogący, więc czekałam na cud… Bóg nie pozostał obojętny na moje wołanie.

ODKRYWAŁAM SWĄ GODNOŚĆ KRÓLEWSKĄ, GODNOŚĆ DZIECKA BOŻEGO I KOBIETY.

(…)
Od czterech lat jestem rozwódką, bo tak zdecydował mój mąż. Jestem mu wierna, bo tak zdecydowałam ja. Trwam w Kościele i chcę być gałązką w krzewie, która daje owoce. Wierzę, że miłość jest decyzją, a sakrament małżeński to przymierze, którego Bóg się nie wyparł. Ufam, że On działa w moim małżeństwie i w sercach bliskich mi osób, bo kocha jeszcze mocniej tych, których i ja ukochałam. Choć od tak wielu osób słyszę: „Ułóż sobie życie”, czyli: „Znajdź faceta” – wołam do Jezusa: „Wierzę Ci!”. Widzę, jak powoli zmieniają się nasze relacje, i to daje mi nadzieję. Bogu jestem wdzięczna za każdy nawet drobny gest męża. To potwierdza, że On nie pozwoli, by mąż o mnie zapomniał, i wierzę, że Bóg zna drogę do jego serca. Na to czekam, bo już wiem, że dla mojego Boga nie ma rzeczy niemożliwych.
(…)

Zapraszamy do poznania całej historii Danki, która dzieli się swoim świadectwem na łamach naszego dwumiesiecznika. To nie thriller, a prawdziwe życie Danuty: córki – kobiety – żony – matki, które namacalnie wskazuje na Boże działanie. Poznaj świadectwo zawiłych losów „królewskiej córki Pana” w majowym numerze (3/2020) „La Salette” Posłaniec Matki Bożej Saletyńskiej z tematem przewodnim <<Małżeństwo sakramentalne>>.

Okładka PMBS "LaSalette" 2020-3 Małżeństwo sakramentalne


Zostań prenumeratorem naszego saletyńskiego dwumiesiecznika!   Szczegóły – >TUTAJ


.

 

.

Zobacz również
Małżeństwo jest boskie
W sakramencie małżeństwa Bóg przemienia ludzką miłość
Małżeństwo sakramentalne – zapowiedź numeru 3/2020