Nie myślimy tutaj o śmierci

MYŚLĘ, ŻE SAMOTNOŚĆ JEST GŁÓWNYM POWODEM TEGO, ŻE CI MŁODZI LUDZIE NIE MAJĄ POCZUCIA WSPARCIA.

Czym zajmuje się ten ośrodek? Po co została stworzona ta placówka?
Naszym głównym celem jest zaopiekowanie się dziećmi, które nie mają w tym momencie opieki rodzicielskiej albo opieki ludzi bliskich, z równoczesną pomocą specjalistyczną. Nasi podopieczni niosą różne przeżycia, tak ciężkie, że zaburza to ich funkcjonowanie, i nazywani są w społeczeństwie dziećmi trudnymi, z problemami. My ich tak nie nazywamy. Mówimy, że mają specjalne potrzeby. Potrzebują czegoś innego niż ich rówieśnicy.
(…)

Mieszka tu specyficzna młodzież, ale jej problemy są echem tego, co się dzieje w wielu domach…
W domach, w szkołach, na ulicach. Myślę, że samotność jest głównym powodem tego, że ci młodzi ludzie nie mają poczucia wsparcia. Często mają wsparcie, ale go nie czują. Nie potrafią odczytać z zachowań mamy i taty, że oni chcą pomóc, ale na przykład nie potrafią. Albo wręcz tak bardzo się boją tego tematu, że wolą przekazać to komuś innemu – „Chcemy, żeby specjalista się tym zajął”. Ale specjalista nie zajmie się kochaniem ich dziecka, tym, żeby było zaopiekowane, żeby miało poczucie bezpieczeństwa. I wtedy pojawia się ten pierwszy moment, pierwszy sygnał. Kolejne to głównie wołanie o pomoc. Nam się tu jeszcze nie zdarzyło, żeby dziecko chciało popełnić samobójstwo i żeby nie było żadnych sygnałów mówiących: „Pomóżcie mi, bo niedługo dojdę do tego momentu”.

Jakie to są sygnały?
Na przykład samookaleczanie się. Bardzo często to tutaj widzimy. Najpierw to są jakieś zadrapania, potem coraz głębsze rany. To się nasila. Potem dziecko szuka kontaktu, ale w negatywny sposób. Czyli nie zaczepia nas w stylu: „Co tam u pani słychać?” czy „Jaka jest pogoda?”, tylko jest wulgarne, agresywne, spięte. Jeżeli tych sygnałów jest coraz więcej i widzimy, że to dziecko jest takie przyjrzeć, zareagować. Dlatego przez 20 lat, odkąd tu pracuję, nigdy się nie zdarzyło, żeby nam się nie udało uratować życia. Jak potem to dziecko funkcjonowało, to już jest inny temat – na ile później społeczeństwo było w stanie je przyjąć jako dorosłego człowieka, który nadal ma jakieś trudności emocjonalne.

Jak pomóc takiej osobie, o której już wiemy, że zmierza w kierunku samobójstwa, próby samobójczej? Co wolno robić, a czego nie wolno?
Przede wszystkim nie wyobrażam sobie pracy z taką osobą bez nawiązania relacji. Musimy też jej pokazać, że ona sama jest w stanie znaleźć w sobie coś fajnego, coś, co sprawi, że będzie chciała jutro się obudzić. Więc na pewno jest to kwestia towarzyszenia. Rodzice często mówią, że to jest takie trudne, bo „on mnie odrzuca”. Ale to nie ma żadnego znaczenia, bo my nie jesteśmy po to, żeby nas przytulił. To my go przytulamy! Nawet jak nas odpycha, jak nas nie chce. „Przytulenie” jest taką przenośnią. Bardziej chodzi o towarzyszenie, o bycie, o to, że jak on będzie chciał na kogoś nakrzyczeć, że jest mu źle, to sobie pokrzyczy na nas. (…)

TO JEST WIELKIE BOHATERSTWO Z ICH STRONY NADAL CHCIEĆ WSTAWAĆ, CHCIEĆ IŚĆ DALEJ. A JAK IM SIĘ NIE CHCE, TO ZAWSZE MÓWIMY, ŻE SKORO TYLE JUŻ OSIĄGNĄŁEŚ, NA PEWNO DASZ RADĘ WIĘCEJ, I WSPIERAMY.

Zapraszamy do lektury całej rozmowy z Katarzyną Michalik-Waśko, wicedyrektor Centrum Placówek Opiekuńczo-Wychowawczych „Parkowa” w Krakowie ks. Grzegorza Szczygła MS, jaką zamieszczamy w numerze 6/2020 „LaSalette” Posłaniec Matki Bożej Saletyńskiej z tematem przewodnim <<Ocalić przed samomójstwem>>.

 

Zostań prenumeratorem naszego saletyńskiego dwumiesiecznika!

Okładka nr 6/2020 Posłaniec Matki Bożej Saletyńskiej "LaSalette"


Zostań prenumeratorem naszego saletyńskiego dwumiesiecznika! Szczegóły – >TUTAJ


.

 

.

Zobacz również
Egzamin z człowieczeństwa
Stojąc obok …
Ocalić przed samobójstwem – zapowiedź numeru 6/2020