Prenumerata
Sucha 35B
30-601 Kraków

GŁOS POKRZYWDZONYCH

POCIĄGNIĘCIE DO ODPOWIEDZIALNOŚCI JEST WAŻNE. Z KILKU POWODÓW. PIERWSZY TO JASNE OKREŚLENIE, KTO JEST WINNY, A KTO ZOSTAŁ SKRZYWDZONY, JASNE NAZWANIE RÓL, Z KTÓRYMI OFIARA CAŁY CZAS MA PROBLEM, BO CZUJE SIĘ WINNA.

O „złym dotyku” mówi się głośno przynajmniej od kilkunastu lat. Nieraz dochodzi do współżycia, gwałtu, a nieraz to „tylko” dotyk… Czy można powiedzieć, że „nic wielkiego się nie stało”?
Nie. Z definicji mamy dwa typy wykorzystania seksualnego: z kontaktem fizycznym i bez niego. Z typem bez kontaktu fizycznego mamy do czynienia wtedy, kiedy ktoś pokazuje swoje miejsca intymne, namawia dziecko do eksponowania jego miejsc intymnych, wysyła zdjęcia, prosi o tego typu zdjęcia, pokazuje obrazy pornograficzne, narzuca się w rozmowie z treściami erotycznymi. W drugim typie wykorzystania seksualnego zawiera się wszystko od dotyku w miejscach intymnych, pocałunku po penetrację. Wykorzystaniem seksualnym są czynności od seksualizujących rozmów SMS-owych do gwałtu. To wszystko zostawia piętno na psychice dziecka. Niekoniecznie tym, co najbardziej obciąża, jest sam czyn czy jego jakość. Ważniejsze jest to, co łączyło osobę skrzywdzoną ze sprawcą. Badania pokazują, że tylko około 10% tych, którzy krzywdzą dzieci, to osoby przygodne, nieznane dziecku.
Im bliższa ofierze jest osoba krzywdziciela i im bardziej wykorzystanie seksualne łączy się z pozytywnym doświadczeniem przywiązania i zaufania – a taką sytuację mamy np. w rodzinach czy w sytuacjach, gdy sprawcą jest duchowny – tym cięższe są skutki wykorzystywania i tym dłużej się z nich wychodzi.
(…)
Czy można o tym zapomnieć i po prostu żyć dalej?
Istnieje w psychologii takie pojęcie jak resilience, czyli pewna odporność, która sprawia, że jedne osoby przechodzą to łagodniej niż inne. Niektóre dzieci tak samo skrzywdzone jak inne lepiej sobie z tym radzą i w tym wypadku możemy mówić o jakimś „zapomnieniu”. Ta rana może być zabliźniona, choć gdy jest „nieoczyszczona”, to w jakiś sposób będzie dawała o sobie znać.
Czasami taka osoba nie kojarzy tego, co się z nią dzisiaj dzieje – że na przykład ma jakieś stany depresyjne czy inne problemy – z tym, co się wydarzyło dawno temu. Bywa, że ktoś przychodzi na terapię, mając czterdzieści lat, zupełnie z innych powodów: aktualnych objawów, i dopiero w trakcie terapii wychodzi prawdziwa przyczyna. W procesie terapeutycznym jest tak, że wyciąga się tę krzywdę na wierzch, ale po to, żeby po przejściu całego procesu znowu ją odłożyć na półkę. Na ten proces składają się trzy etapy: najpierw victim – ofiara, potem survivor – osoba ocalona, ale nadal z tą krzywdą utożsamiona, i trzecia – thriver, czyli osoba, która już żyje pełnią życia.
Wie, że wydarzyła się krzywda, ale na tyle to przepracowała w różnych wymiarach, również w wymiarze religijnym czy przebaczenia, że może to zostawić. Więc to nie jest zapomnienie. Tak naprawdę trzeba doprowadzić do tego trzeciego etapu. Można to porównać do sytuacji, kiedy ktoś miał poważne złamanie i przeszedł operację ortopedyczną. Już jest wyleczony, ale kiedy będzie zmiana pogody, noga będzie go bolała. To nie znaczy, że nagle coś złego się z tą nogą dzieje. Ta osoba wie, że czasem zejdzie troszkę w dół nastrojem czy przeżyciem, ale wie też, że to się odnosi do tamtych wydarzeń i umie sobie z tym poradzić.


(…)
Jak można pomóc osobom bliskim, które zostały wykorzystane seksualnie?
Na pewno trzeba stanąć obok i uwierzyć, że to, co mówią, jest prawdziwe. Nawet jeśli po jakimś czasie ta rzeczywistość przybiera inny kształt, to ta osoba obok ma być bliska. Ona nie jest od wyjaśniania sprawy ani od zadawania pytań. Ma tylko trwać obok, wysłuchać, uwierzyć, przyjąć. A osoba skrzywdzona mówi tyle, ile chce. Można pomóc zgłosić sprawę, wskazać, że dobrze by było podjąć terapię, znaleźć prawnika, wspierać w takich praktycznych rzeczach. Zasadnicze jest to, że się jest obok i wychodzi naprzeciw temu, co ta osoba potrzebuje.
Dla mnie jeszcze jedna rzecz jest ważna: że my dzisiaj totalnie zafiksowaliśmy się na Kościele i w ten sposób dyskryminujemy osoby, które były skrzywdzone w innych środowiskach. To są jakby ofiary drugiej kategorii. Wpadliśmy w taki kanał, że aby nie usłyszeć oskarżenia, że się bronimy, to milczymy o tym, że ofiary są również gdzie indziej. A te wszystkie osoby jakby przestały być ważne, przestały być pod opieką Kościoła.
A jest to problem społeczny! Badania retrospektywne Fundacji „Dajemy Dzieciom Siłę” z 2012 roku wykazały, że krzywdy w sferze seksualnej doświadczyło 12,4% nastolatków między 11 a 17 rokiem życia. Badania we wszystkich krajach donoszą, że w sytuacji pandemii wzrasta liczba osób wykorzystanych seksualnie, ponieważ 2/3 wykorzystań dokonuje się w środowisku domowym. My się tym kompletnie nie zajmujemy. Powstaje we mnie pytanie, dlaczego nie reagujemy, gdy coś się dzieje za ścianą? Jeśli przyjdzie ktoś skrzywdzony w Kościele, to ja wiem, że jest delegat, że może dostać pomoc finansową na terapię, a w innym przypadku nawet nie wiem, gdzie posłać taką osobę. Czasami jest tak, że taka osoba ze swoim sprawcą wraca do domu albo matka nic nie mówi, bo co zrobi, jak ojca zamkną? Nie chodzi mi o to, by przestać się interesować sprawcami w Kościele czy tymi, którzy coś zaniedbali jako przełożeni, ale dla mnie jest to niesprawiedliwe, że milczy się o tych, którzy są krzywdzeni poza Kościołem.
Oni – jak dotąd – nie interesują nikogo, albo bardzo niewielu sprawiedliwych…

Zapraszamy do lektury całej rozmowy ks. Grzegorza Szczygła MS z Ewą Kusz, psychologiem, seksuologiem, terapeutą, zastępcą dyrektora Centrum Ochrony Dziecka w Krakowie, jaki zamieszczamy w numerze 3/2021 „LaSalette” Posłaniec Matki Bożej Saletyńskiej z tematem przewodnim <<Głos pokrzywdzonych>>.

 


Zostań prenumeratorem naszego saletyńskiego dwumiesiecznika!

Szczegóły – >TUTAJ


.

 

 

.

Zobacz inne
NIE ODSUWAJCIE SIĘ OD NAS!